czwartek, 19 maja 2016

Zaprzyjaźnijmy się

Po prawie 2 godzinach siedzenia na drzewie Miona była cała zdrętwiała, więc postanowiła zejść. Jednak nie zauważyła, że gałęzie są śliskie. Nawet nie zdążyła się obejrzeć, gdy jej noga ześlizgnęła się z jednej z gałęzi, co zafundowało jej szybsze zejście na ziemię.  W jej głowie układał się scenariusz kiedy to spadnie jak worek kartofli, jednak ku jej zdziwieniu pod sobą poczuła coś miękkiego. Gdy odważyła się już otworzyć oczy, zobaczyła blond czuprynę. Malfoy był chyba jedyną osobą w całym Hogwarcie, o której nigdy by nie pomyślała, że uratuje ją od twardego lądowania. 
-Co ty tu do cholery robisz Malfoy?!-spytała lekko przestraszona Miona
-To chyba ja powinienem się spytać Cię o to, w końcu to ty spadasz na mnie- odpowiedział lekko zdezorientowany Draco
-Daruj sobie-warknęła Miona. 
Pomimo ich polepszonych stosunków, dalej w nawyku mieli warczenie na siebie gdy tylko nadarzyła się do tego okazja.
-To ty spadłaś mi z drzewa jak gwiazdka z nieba-powiedział Ślizgon nie kryjąc uśmiechu
-O co Ci chodzi Malfoy?
-O to, że nadal na mnie leżysz. 
-Spadaj-powiedziała wstając i otrzepując swoje ubrania.
-Teraz na poważnie. Co się stało Granger, że lecisz na mnie jak jabłka z drzew?- zapytał poważnym tonem, tak jakby się o nią martwił, co mocno zdziwiło Herm.
-To przez śliskie gałęzie.
-To zapytam inaczej, czemu tam wchodziłaś?
-Chciałam uciec od rozmowy z Harrym i Ginny-odparła, zadziwiając samą siebie otwartością względem kogoś, kogo tak naprawdę wcale nie znała.
Choć w głębi serca czuła, że kiedyś coś się pomiędzy nimi wydarzyło. 
-Czyżby Wiewióra i Złote Dziecię zaczęli działać Ci na nerwy?
-Nie, oni nigdy mnie nie wnerwiają, chodzi o Rona. Chcieli mi pomóc, ale wolałam pobyć  w samotności. 
-Widzę, że też masz zjebany dzień?
Nie wiedzieć czemu Hermiona opowiedziała całą historię z Ronem, swojemu niegdyś wrogowi. Co najbardziej ją zdziwiło, siedział i słuchał, nie wtrącał głupich żartów, ani jej nie wyśmiał. Siedział cicho, a tego ona najbardziej aktualnie potrzebowała. 
-Łasic, to kompletny palant-powiedział Draco, gdy Hermiona skończyła opowiadać całą historię- myślałem, że jako szlachetny Gryfon będzie bardziej honorowy i przynajmniej nie będzie robił takich rzeczy wiedząc, że każdy może go zobaczyć. 
-Też tak myślałam, ale i tak to, co było między nami wypaliło się już dawno temu. Nawet nie żałuję odjętych punktów. 
-Co się stało, Wielmożna Panna Granger nie żałuje odjętych punktów. Jak to jest, że nie ma już z nami tej ułożonej Gryfonki, dla której Wybitny z Transmutacji był najważniejszą rzeczą w życiu?-zapytał Draco pokazując swoje zdziwienie w bardzo nienaturalny sposób
-Wojna i całe te szukanie horkruksów, bardzo mnie zmieniły. 
-O nie! Ja, przystojny, wspaniały, najcudowniejszy...
-i skromny-wtrąciła Hermiona
-... Książe Slytherinu, Draco Lucjusz Malfoy, odkrył nowe, tajemne oblicze Hermiony Granger-wykrzyczał Draco-która okazuje się być równie zraniona wojną jak ja-dodał już ciszej
-Stara już nie powróci-wykrzyczała Hermiona zanosząc się śmiechem.
-Nadszedł dzień, kiedy wraz z Hermioną, razem się bawimy, ludzie zapiszcie to gdzieś, bo może już nigdy się to nie zdarzyć.
-Czy ty Draconie, nazwałeś mnie po imieniu?-zapytała zdziwiona Hermiona
-Tak i tym samym, chciałbym przeprosić Cię za lata szykanowania-zaczął mówić, a Hermiona w tym czasie rozglądała się dookoła szukając kogoś, kto mógłby nałożyć na Draco Imperiusa, aby ten tak mówił.
Gdy ślizgon skończył swój monolog, przytulił Mionę, która mechanicznie to odwzajemniła, choć lekko nie rozumiała swojego zachowania. Może to nie na niego, ale na nią rzucono Imperio. 
-Może, zacznijmy od nowa?-rzucił Draco z lekkim uśmiechem, nie takim, który zwykle oznaczał sarkazm, ani takim, który mógłby oznaczać ukryte kłamstwo. Był to uśmiech, który Draco rzucał swojej matce, kiedy z nią rozmawiał, gdy akurat nie była przybita do łóżka. 
-Jestem Hermiona Granger, jestem Gryfonką i Prefekt Naczelną Hogwartu. 
-Cześć, miło mi Cię poznać Hermiono, jestem Draco Malfoy, ślizgon i Prefekt mojego domu. 
-Coś jeszcze, chyba musimy się poznać?
-Ok. No więc..mój ulubiony kolor to czarny(och jak oryginalnie), lubię kuchnię włoską, zwłaszcza spaghetti, uważam iż  mugolskie Indie jest naprawdę fajnym gatunkiem muzycznym, lubię węże, mam jednego od dziecka, nazywa się Puszek. 
-Jak można tak zranić zwierzę! 
-Miałem 5 lat, okej? Hm, chyba słyszę, że ktoś nas szuka-stwierdził Ślizgon po czym również Miona usłyszała krzyki przyjaciół dobiegające z obu stron drzewa. 
-Hermiona!-krzyknął Wybraniec pojawiając się przed dziewczyną. 
-W końcu Cię znaleźli-odparł Draco opierając się o pień drzewa 
-A ty Malfoy co tu robisz?-zapytał zdziwiony jego obecnością Harry. 
-Zawieram nowe przyjaźnie czekając na odnalezienie-stwierdził patrząc na Harry'ego spode łba. 
-Uspokójcie się! Harry, to jest Draco, gdy mnie szukaliście umilił mi czas...-poczęła mówić Gryfonka gdy wszyscy usłyszeli głośne krzyki. Jeden z nich, wydobywający się ze zdartego od ryku gardła, rozpoznało każde z nich. Ginny wykrzykiwała imiona przyjaciół. Dwa pozostałe głosy zidentyfikował Draco, jako Blaisa i Pansy. 
Po dłuższej chwili cała szóstka stała pod wielkim dębem i, co było dosyć dziwne, rozmawiali co rusz śmiejąc się. 
-Sorki za pytanko, ale czemu ty, wielki książe Slytherinu znalazłeś się w chyba najbardziej oddalonym od ludzi miejscu na szkolnych błoniach?-zapytał Harry patrząc się na Dracona z nieskrywaną ciekawością
-Uciekał od Greengrass, dziewczyna wprost nie daje mu spokoju-powiedział za przyjaciela Blaise 
-Dziękuję za kłamstwa w moim imieniu. Nie, nie uciekam od niej. Ja, po prostu próbuję być jak najdalej, żeby przez przypadek nie rzucić Crucio-zaczął tłumaczyć się Draco
-Może byśmy przenieśli się gdzieś indziej, bo burza chyba wraca-powiedziała Miona zwracając uwagę wszystkich
-Zgadzam się-powiedział Harry. 
-Ej, może troszkę się zabawimy? Mam dobrą kolekcję Ognistej Whiskey-powiedział Blaise.
-Ok, ale nasz Pokój Wspólny odpada, bo zjedzą was tam żywcem-odparła Pansy odzywając się pierwszy raz od przyjścia
-Jeżeli rzucicie na siebie zaklęcie kameleona, to będziemy mogli pójść do Wieży Gryffindoru. Mamy z Mioną własne dormitorium-powiedziała Ginny rumieniąc się od przeszywającego wzroku Diabła. 
Wspólnie udali się w stronę zamku gdzie Ślizgoni rzucili na siebie czar i stali się niewidzialni. Gdy tylko otworzyli drzwi do pokoju wspólnego cała szóstka zatrzymała się zdumiona tym co zobaczyli. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powracamy! 
Skoro już tu jesteście to widzimy ze nie boicie się granicy internetu zwanej fanfiction . Mamy nadzieje ze ta granica spodoba wam się.
Emotikon smile
Nasze próby rymów są lepsze niż poranna kawa.
Kolejny rozdział powinien pojawić się za miesiąc. A wtedy będzie się działo.
Córka Salazara Vati
I córka Godryka Kashura pozdrawiają


P.S. Ten rozdział dedykujemy naszej przyjaciółce, Zohanowi. Ona już wie czemu :D
Emotikon smil

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz