- Stój Wiewiórko! - zawołał Blaise gdy byli już za drzwiami
- Co się stało Blaise?
- WOW! Po raz pierwszy powiedziałaś do mnie po imieniu!
- Do rzeczy Zabini.
- Musimy rzucić na siebie zaklęcie kameleona.
- No dobrze. Rzucaj te zaklęcia.- Ginny rozłożyła ręce (na Jezusa) i czekała, aż Blaise rzuci zaklęcie. Po chwili nie było ich widać, ale słychać to już tak. A odkryli to gdy Diabeł potknął się o skrawek dywanu i wyrżnął jak długi.
- Ale z ciebie fajtłapa Blaise - westchnęła rozbawiona Ginny.
- Salazarze! Ja nie jestem fajtłapą, to wy macie tutaj taki bałagan.
- Udawajmy, że ci wierze. A teraz poczekaj chwile.- Diabeł po chwili widział Ginny.
- Przecież mieliśmy być niewidoczni!
- I dalej jesteśmy, ale dla innych uczniów, dla siebie jesteśmy widoczni. A także nas wyciszyłam.
- Pomysłowo.
- Jestem tego świadoma.
Gdy dotarli do pokoju wspólnego stanęli w cieniu i obserwowali Rona, który rozmawiał z Lavender.
- Ta szmata mnie jeszcze popamięta. Jak mogła mnie ośmieszyć na oczach całego domu!- wściekał się Rudy.
- Ale spokojnie Mon-Ron ta jędza raz na zawsze zapamięta, że nie warto z Toba zadzierać.
- A żebyś wiedziała!
- No, ale najpierw musimy obmyśleć jakiś plan.
POCHYŁĄ CZCIONKĄ JEST PISANA ROZMOWA GINNY I BLAISE'A(POD ZAKLĘCIEM)
- Prędzej mu kaktus na głowie wyrośnie, niż wymyśli coś dobrego- zakpił Diabeł
- Jeszcze wczoraj oberwałbyś upiorgackiem, za ten tekst. Ale dziś muszę przyznać Ci rację. To Miona obmyślała każdy plan,
- Wiem! Może ją zaczarujemy!-krzyknęła uradradowana Levander.
- Już to widzę prędzej Miona przestanie chodzić do biblioteki niż ona rzuci jakieś dobre zaklęcie- prychnęła Gin
- No nie wiem Lav, to musi być jakieś dobre zaklęcie.- zastanowił się Ron
- O to się nie martw, ja znajdę coś dobrego.- zachichotała irytująco Lav
- Jeszcze musze przekonać Ginny, aby przestała się z nią zadawać.
- Twoje niedoczekanie Ronald!- warknęła Ginny, na co Diabeł uśmiechnął się mimowolnie
- Na to nie ma zaklęcia, chyba.- odparła zamyślona Lavender.
- Dobra koniec tego myślenia, bo wam jeszcze mózgi się przegrzeją i wyparują- zaśmiał się Diabeł i o dziwo Ginny mu zawtórowała
- Densaugeo
- RON!- krzyknęła przerażona panna Brown.
- Co?- chciał krzyknąć Ron ale spostrzegł, że jego zęby sięgają ziemi- Co mi się stało?!?-zdołał wydusić.
-Skąd mam wiedzieć?
-Furnuculus- poleciało kolejne zaklęcie, tylko teraz ofiarą okazała się Levander.
-Lav! Spójrz na siebie!
-Co się satało? Rozmazałam się?- spytała i spojrzała na lusterko.- Jak ja się teraz pokaże światu!- krzyknęła patrząc na swoją twarz pokrytą wielkimi, białymi pryszczami
-To było dobre Blaise- zaśmiewała się do łez Gin.
-Wiem, staram się, ale poczekaj na efekt końcowy
Po jakiejś chwili Ron miał wściekle różowe włosy na głowie, a te na klacie i na nogach nadal rosły i były zielone. Natomiast Lav wyglądała jakby przed chwilą trafił ją piorun. Ukryci pod zaklęciem Ginny i Blaise śmiali się do rozpuchu. Do tego Ruda trzymała się za brzuch i podpierał ją Diabeł.
-Poczekaj, teraz ja poczaruje- powiedziała Gin kiedy Blaise przygotowywał się do rzucenia kolejnych zaklęć.
-No dobrze Wiewiórko
Kolejna seria zaklęć poleciała w stronę zdezorientowanych Gryfonów. Po chwili Lavender miała tak duże stopy, że rozerwała sobie buty, krzywe kolana, za długie ręce i usta na pół twarzy. Zaś Ron śmierdział jakby z miesiąc nie wychodził z łajna, jego dłonie były nie symetryczne, a brwi, a konkretniej jedna, była duża i krzaczasta.
-Nieźle, ale nadajmy temu barw- zaproponował Diabeł.
Po chwili Gryfoni mienili się kolorami tęczy.
-Co tu się dzieje?!- usłyszeli głos Hermiony, a po chwili ona, Draco, Pansy i Harry wbiegli do Pokoju Wspólnego. Widząc dwójkę Gryffonów nie wytrzymali i zaczęli się śmiać. Ron i Lav uciekli, nawet nie zwracając uwagi, że w ich salonie stoi dwójka Ślizgonów. Po chwili ich oczom ukazali się Ginny i Blaise.
-No, Diable teraz pokazałeś jaki diabeł w tobie siedzi- pochwalił kumpla Draco.
-To nie do końca mój wyczyn, bez Wiewiórki nie byłoby efektu- zaśmiał się się Diabeł, trzymając Ginny w tali, aby ta nie upadła.
-Jak to?- zdziwiła się Pansy, która wspierała się na Harrym, ten zaś trzymała się barierki schodów.
-Rzuciła kilka przydatnych zaklęć.
-Szkoda, że nie widzieliście ich min na samym początku.- zaśmiała się Gin
-No szkoda- zawtórowała Hermiona
-Nic nie tracicie. Według innej zasady tej księgi, każdy wyczyn musi być udokumentowny, dlatego mam to- Zabini pokazał kamerę
-Musimy to obejrzeć!- krzyknął Draco.
Diabeł siknął głową po czym złapał Ryżą za rękę i wbiegł do dormitorium. Będąc tam jako pierwsi zajęli wszystkie poduszki.
-Ej, podzielcie się!- krzyknęła oburzona Pansy
-A co z tego będziemy mieli?-zapytał Diabeł
-Może to.-Hermiona pokazała butelkę ognistej
-Przekonałaś mnie.-Ginny rzuciła Mionie dwie poduszki, a w zamian dostała trunek
-Chodź więcej nam nie dadzą.- westchnęła zrezygnowana Miona i razem z Smokiem usadowili się
-A my?-Spytał oburzony Harry
-No dobra znajcie łaskę pana i władcy. Mam dziś dobry humor.-powiedział Zabini i rzucił w Pottera dwoma poduszkami
15 minut później i 10 powtórek filmiku
-To jest genialne! Zachowaj ten filmik dla potomstwa Diable.-Draco nie krył tego, że w jakimś stopniu jest dumny z kumpla
-A wiecie co jest najlepsze? Zaklęcia będą działały dwadzieścia cztery godziny i nikt ich nie da rady zdjąć- zaśmiała się Ginny.
-No nie! Wiewiórko czemu nic nie powiedziałaś?- zapytał, jak dumny tatuś, Zabini
-A czemu miałam mówić?
-Żebym mógł się tego zaklęcia nauczyć.
-I właśnie dla tego nic nie powiedziałam.
-Kobiet nie rozgryziesz, Przyjacielu- powiedział Smok z miną filozofa. Po chwili poczuł coś miękkiego na twarzy. Okazało się, że to panna Granger uderzyła go poduszką, a teraz ucieka.
-Ty… mała jędzo! Zemszczę się!-krzyknął Draco i po chwili dogonił Mionę
-I co teraz?
-Za słaby z ciebie strateg Malfoy.
-A skąd te wnioski?
-A stąd!- krzyknęła Miona, a Draco poczuł, że coś uderza go w głowe i brzuch jednocześnie. Po chwili leżał, a nad nim stały trzy dziewczyny z poduszkami.
-A może byście tak pomogli?- zapytał Draco patrząc na kumpli. Długo na odsiecz nie czekał, gdyż nie zdążył się nawet podnieść, a Wiewiórka wyrywała się Diabłowi, a Pan Harry’emu. Smok uderzył Mione delikatnie poduszką, ale wystarczył tylko ten jeden ruch, aby rozpętać piekło.
Po dwóch godzinach bitwy na poduszki i popijania Ognistej cały pokój i łazienka były w pierzu. Natomiast cała szóstka znajomych leżała na ziemi i śmiała się. Gdyby ktoś popatrzył na to z boku nie uwierzył by, że te osoby jeszcze kilka godzin temu były dla siebie wrogami. Wyglądali bardziej na starych przyjaciół.
Hermiona po jakimś czasie zorientowała się, że w pierzu leży jej różdżka. Postanowiła, że czas na zemstę. Wzięła butelkę z Ognistą od Harry’ego i napiła się. Niespostrzeżenie zmieniła Whisky na wodę z toalety i podała ją Smokowi. Draco niczego nie świadomy wziął pożądny łyk i za chwilę wypluł wszystko przed siebie.
-Co go jasnej cholery?
-Zamknij jadaczkę nie widzisz, że odpoczywam.- odparł Diabeł
-Albo ze mną jest coś nie tak, albo z Whisky.
-To z Tobą jest coś nie tak, ognista jest zawsze dobra.
-To weź sam spróbuj!- Diabeł poszedł za radą kumpla i wziął łyka, a po chwili wypluł wszystko na twarz Dracona.
-To mój przyjacielu…-Zaczął spokojnie Smok- oznacza WOJNĘ!
--------------------------------------------------------------------------
Tak długiej przerwy jeszcze tu nie było. Jednak wracamy z wielką mocą i przygotowanymi już rozdziałami.
Pozdrawiamy
Kashura i Vati
Fajne opowiadanie :) kiedy kolejny rozdział? :D
OdpowiedzUsuń